Poruszający, a zarazem wstrząsający dokument o grupie kilkuletnich dzieci, które żyją w podziemiach metra i na stacjach kolejowych. Porzucone przez rodziców i niejako zdradzone przez system muszą nauczyć się walczyć o swoje i zrobić wszystko, by przetrwać kolejny dzień. W starciu z brutalną rzeczywistością najczęściej przegrywają.
„Dzieci z Leningradzkiego” to jeden z najsmutniejszych dokumentów, jakie wyprodukowała polska telewizja. Hanna Polak zapoznaje widza z kolorytem rosyjskiego miasta, w którym dysproporcja pomiędzy bogatymi, a biednymi jest ogromna. Z jednej strony oglądamy pięknie ubranych mieszkańców Moskwy, a z drugiej biedne, brudne i zaniedbane dzieci, które szukają kolejnych sposobów, by zarobić. Jedni kradną, drudzy żebrzą, a trzeci się prostytuują. To w większości dziewczynki i chłopcy, którzy nie skończyli jeszcze 13-stu lat. Wśród tej garstki dzieci prawie wszystkie piją i wąchają klej. Wieczorami spotykają się w swoich „miejscówkach”, pomiędzy ogromnymi rurami ciepłowniczymi w podziemiach, gdzie mogą przespać kolejną noc. Są uciekinierami z domów dziecka, zepchniętymi na margines społeczny, codziennie zmuszanymi do stawiania czoła problemom dorosłych. Wyglądają tak, jakby wrosły w ściany metra, na nikim z obecnych nie robią już wrażenia.