Patrykowi Vedze nie da się zapomnieć „Ciacha” – jednej z najgłupszych polskich komedii, ale nie można mu odmówić reżyserskiego talentu, kiedy ogląda się „Pitbulla”. Serial obyczajowy z 2005 roku to osiągnięcie, z którego rodzima telewizja może i powinna być dumna, bo nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej ani później powstał tak dobry materiał (no może poza Drogówką) o pracy polskiej policji.
To, co przykuwa największą uwagę to świetna obsada aktorska. Wybitny Janusz Gajos, Andrzej Grabowski, Marcin Dorociński, Rafał Mohr czy znany z serialu „Daleko od szosy” – Krzysztof Stroiński sprawiają, że serial z odcinka na odcinek staje się coraz lepszy. Wyraziste i niejednowymiarowe postaci gliniarzy z Wydziału ds. Zabójstw na zmianę rozwiązują zagadki i walczą z własnymi problemami. Metyl z alkoholizmem, Gebels z żoną o dziecko, Benek z chorobą, Nielat z pokusami, a Despero o Dżemmę (Weronika Rosati), córkę Saida, oskarżonego o porwania i morderstwa ormiańskich handlarzy. Pitbull gwarantuje nam potężną dawkę dobrego aktorstwa, nowatorskiego scenariusza i świetnego montażu.
Akcja serialu rozgrywa się w Warszawie, gdzie działają „największe zbóje” i tam też znajduje się „fabryka”, czyli komisariat policji. Na posterunku dzieją się rzeczy dziwne i dziwniejsze. Bohaterowie piją, zażywają narkotyki, prowadzą przesłuchania, a czasem nocują. W pierwszym sezonie (stanowiącym niejako lustrzane odbicie wersji kinowej) reżyser prezentuje nam sylwetki postaci, korzystając ze skrótów i posiłkując się lakonicznymi opisami, które widz obserwuje na ekranie. To pokazuje, że postaci niełatwo da się rozgryźć, a ich charaktery będziemy zgłębiać wraz z kolejnymi odcinkami. Ta przeprawa, często brutalna, pozbawiona półśrodków zaprowadzi nas w bardzo ciemne miejsca, ukazując przy tym pogmatwane losy głównych bohaterów. Ich walkę z biurokracją, przełożonymi, nałogami i własnymi słabościami. Sezon za sezonem będziemy wiedzieć i widzieć coraz więcej, a z rozsypanki uda nam się stworzyć spójną całość. Zdecydowanie najlepsza jest druga część trylogii, ale choć pozostałe dwie odbiegają od niej poziomem, to polecam obejrzeć wszystkie odcinki. Ja nie żałuję godzin spędzonych z Gebelsem, Despero i Metylem 😉