Smarzowski nie daje się nudzić swoim widzom, a przy okazji tłucze ich raz po raz obuchem w głowę, nie dając zapomnieć po co przychodzi się do kina.
Czy Drogówka to prawdziwy obraz polskiej policji? Na pewno nie jednego komisariatu, ale historie pokazane na ekranie mogły się wydarzyć i pewnie się wydarzały. Tylko, który z policjantów nałoży na siebie cierniową koronę? Kto przyzna się do brania łapówek, oszukiwania, łażenia po burdelach i chlania na umór? Nikt rozsądny. A przecież każdy z nas, choć raz życiu, był świadkiem, kiedy „ten z suszarką” brał, a kierowca dawał. Pewnie, że nie wszyscy są źli i nawet w Polsce zdarzają się „strażnicy Teksasu”, ale to „jaki jest koń, każdy widzi” i trudno to zamaskować.
Smarzowski nie ukrywa niczego. Pokazuje nam typowych policyjnych prostaków (m.in. nałogowego bzykacza, pijaka, złodzieja i nacjonalistę), którzy kasę przeliczają na litry wódki i sportowe bryki. Godzinami przesiadują u „Chińczyka”, gdzie dzielą się „łupami” i zapijają kilkudniowego kaca.