‘Melodramat’

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (2 - ilość głosów, punktacja: 4,50/10)
Loading ... Loading ...

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona – recenzja filmu

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona - recenzja filmu
Ocena na FILMWEB: 8,0
Ocena autora:
7,7
Autor: Damian Marciniak

Tytuł recenzji:
Cofający się zegar
Reżyseria: David Fincher

Aktorzy:
Brad Pitt, Cate Blanchett

Tuż po I Wojnie Światowej zrozpaczony, ślepy zegarmistrz stworzył zegar poruszający się do tyłu. Chciał on w ten sposób cofnąć czas, ponieważ nie mógł pogodzić się ze śmiercią swojego syna. Od tego zaczyna się film Davida Fincher’a. I taki też jest ten film.

„Urodziłem się w okolicznościach niezwykłych.” – i tak też zaczyna się Ciekawy przypadek Benjamina Buttona, adaptacja klasycznej noweli F. Scotta Fitzgeralda z lat dwudziestych XX wieku o człowieku, który przychodzi na świat, jako osiemdziesięciolatek i stopniowo młodnieje. Jego ojciec przerażony brzydotą dziecka porzuca go na progu domu dla starców; tam Benjamin wychowuje się pod opieką troskliwej Queenie (Taraji P. Henson). Tutaj też poznaje swoją miłość − wnuczkę jednej z pensjonariuszek − Daisy (Cate Blanchett). Po wielu latach zamiast starzeć się staje się coraz młodszy…

Historia obrazu zaczyna się dosyć dramatycznie i tym samym wciąga. Duża w tym zasługa samego Brada Pitt’a w roli tytułowego bohatera. Reżyser i aktor sprawiają, że w widz z wielkim zainteresowaniem śledzą losy bohatera. Sposób opowiadania tej historii przypomina nieco Forresta Gump’a. Jednak obie historie różnią się między sobą w zasadniczy sposób. Forrest opowiada nam o rzeczach niezwykłych tak jakby były one czymś zwykłym. Benjamin natomiast opowiada nam o rzeczach zwykłych jakby były czymś zwykłym. Widzimy, więc staruszka, który zmaga się z trudami dorastania. Pierwsze piwo. Pierwszy zarost pod pachami. Pierwszy stosunek seksualny. Cały ten czar jednak powoli pryska, kiedy nasz bohater już wydorośleje i zaczyna się cofać do wieku nastolatka, a następnie dziecka. Powoli zaczynamy odnosić wrażenie, że oglądamy film fantasy. Historia jest doskonale opowiedziana mniej więcej do 3/4 filmu. Następnie robi się gorzej. Na szczęście nie psuje to bardzo ogólnie bardzo dobrego wrażenia z filmu.

Na wielką pochwałę zasługują tu niemal wszystkie kreacje aktorskie, a w szczególności kreacja Brada Pitt’a i Cate Blanchett. Brat Pitt zagrał mistrzowsko, pomimo że gra tu postać wręcz nudziarską. Nie ma żadnej pasji, żadnego talentu, ani zainteresowań. Nudzi, a jednocześnie jest ciekaw świata. Niewątpliwie jest gwiazdą tego filmu. Cate Blanchett może i nie miała aż tak dużej możliwości rozwinięcia swojej postaci, to i tak doskonale wtóruje swojemu filmowemu partnerowi.

Doskonałym uzupełnieniem obrazu Fincher’a jest strona techniczna. Doskonałe zdjęcia, montaż i muzyka. No a w szczególności doskonałe efekty specjalne. Widok chudego jak wieszak osiemdziesięcioletniego Brada Pitt’a jest niezapomniany. Tylko patrzeć, kiedy Sean Connery zacznie grać dwudziestoletniego kulturystę ;)

Lista wyszukiwanych fraz wg Google
  • dziwny przypadek benjamina buttona
  • Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona
1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (2 - ilość głosów, punktacja: 8,00/10)
Loading ... Loading ...

Wielki Gatsby (The Great Gatsby) – recenzja filmu

Wielki Gatsby (The great Gatsby) - recenzja filmu

W kinach pojawił się długo wyczekiwany melodramat, będący filmową adaptacją powieści F. Scotta Fitzgeralda o tym samym tytule. Nie ukrywam, że obgryzałam paznokcie, odliczając dni do premiery „Wielkiego Gatsby`ego”. Spot reklamowy był zapowiedzią spektakularnego widowiska, przesiąkniętego klimatem szalonych lat dwudziestych. Czy Baz Luhrmann zaskoczył widzów swoją wizją? Czy sprostał wyzwaniu?

Pierwsze dwadzieścia minut zapowiadało imponujący spektakl z doskonałą oprawą muzyczną i charakterystycznym dla tamtego okresu przepychem. Świetne kostiumy, „wypasione bryki”, dym z cygara i whisky, przelewająca się z kieliszków przeniosły mnie na chwilę do wyzwolonego Nowego Yorku. Magia trwała jednak zdecydowanie za krótko. Po oszałamiającej imprezie pojawił się duży kac i trwał już nieprzerwanie aż do napisów końcowych. Piękne obrazki (Simon Duggan) zostały przyćmione przeciętną grą aktorską. W zestawieniu broni się jedynie L. Di Caprio oraz Tobey Maguire, który rozegrał kilka naprawdę dobrych scen. Reszta aktorów to wydmuszki. Plastikowe lalki, ustawione na tle monumentalnych budowli. Miłosny wątek, jakby celowo pozbawiony dramaturgii, ciąży na widzu, który sam ma ochotę krzyknąć na obsadę i tchnąć w nią nieco życia. Spektaklowi bez emocji przewodzi Carey Mulligan  – głupia panienka z dobrego domu, jakby niewzruszona wydarzeniami ze swojego życia. Facet walczy o nią niczym lew, a ona, operując jedną miną (sic!) przypomina bardziej marionetkę niż kobietę z dylematem. A szkoda! Tym bardziej, że „niby romantyczne story” to ok. 3/4 filmu. I nawet przy założeniu, że reżyser chciał wiernie zekranizować powieść Fitzgeralda, ukazując zdemoralizowaną burżuazję lat 20, gry Mulligan nie da się obronić. Za mało w niej dwuznaczności, charakterystycznej dla Daisy Buchanan, która może i jest „frywolnym dziewczęciem z przedmieścia”, ale potrafi kalkulować i z gracją balansuje na cienkiej linie. W filmie nie dało się tego zauważyć. Już o niebo lepsza była Isla Fisher jako Myrtle Wilson, czy choćby Elizabeth Debicki, wcielająca się w postać Jordan Baker, że o Farrow (Wielki Gatsby 1974) nie wspomnę.

Co w takim razie zasługuje na uwagę? Przede wszystkim swingująca i jazzująca muzyka lat dwudziestych poprzetykana dubstepami. Na soundtracku da się usłyszeć, m.in. zmiksowane kawałki: Beyoncé, Florence + The Machine, Lany Del Rey czy Gotye. Dla ciekawych muzycznych doznań przedstawiam zwiastun:

Smaczków całości dodają także świetne kostiumy, charakteryzacja oraz scenografia. Scena, w której Nick Carraway (Tobey Maguire) upaja się na przyjęciu w domu Myrtle Wilson (Isla Fisher) jest jedną z najlepszych w całym filmie. W niej ruch, barwy i postaci współgrają z dynamiczną muzyką, tworząc nieprawdopodobny klimat. To sprawia, że sam widz czuje się jak na haju i choć na chwilę chciałby znaleźć się w centrum wydarzeń, w środku szaleństwa i hedonistycznej uciechy.

Kilka dobrych scen to jednak za mało, żeby nazwać film przełomowych. Wydaje się, że „Wielki Gatsby” będzie musiał poczekać kolejnych trzydzieści lat, żeby doczekać się projekcji na miarę oczekiwań widzów.

Autor: Justyna Orlik

 

Lista wyszukiwanych fraz wg Google
  • burleska filmweb
Serwis, zawierający: najnowsze recenzje filmów 2013, najlepsze zapowiedzi filmowe 2013, hity i premiery kinowe 2013.

Recenzujemy: filmy polskie i zagraniczne, komedie romantyczne, filmy dramatyczne, filmy science-fiction oraz najnowsze filmy akcji.