‘Aktualności’

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (1 - ilość głosów, punktacja: 8,00/10)
Loading ... Loading ...

Plac Zbawiciela i „Matka Teresa w tle” (recenzja filmu)

plac zbawiciela

Jak ogląda się Plac Zbawiciela w 13 lat od premiery? Z trudem. Krzysztof Krauze i Joanna Kos-Krauze wyreżyserowali historię opartą na faktach, rozgrywaną w centrum Warszawy, której echa nadal słychać w polskich domach.

Plac Zbawiciela budzi we mnie skrajne emocje w stosunku do bohaterów opowieści. Miałam wrażenie, że wszystko dzieje się tam nie tak, a przecież znam podobne przypadki. Małżeństwo z dwójką dzieci decyduje się na zakup mieszkania na kredyt. Deweloper plajtuje, więc wszyscy zmuszeni są mieszkać u matki głównego bohatera. W czterech ścianach, niejako z boku kamery, poznajemy historię, która nigdy nie powinna się wydarzyć, a jednak się wydarzyła.

W kolejnych kadrach widać narastający pomiędzy wszystkimi konflikt. Wynika on nie tylko z mieszkania pod jednym dachem. To relacje syna z matką i jego żony z teściową sprawiają, że film ogląda się z „zaciśniętą pięścią”, narastającym żalem i buntem. Współczuć trzeba tam każdemu: niedojrzałej emocjonalnie głowie rodziny, narcystycznej matce oraz zależnej synowej (ta zdecydowanie ma najgorzej). Nie wspomnę o dzieciach, które często traktowane są jak zbędny balast i zostawiane same sobie. Wraz z rozwojem akcji robi się trudniej, bo emocje ważą więcej.

Plac Zbawiciela wstrząsnął mną tak bardzo, dlatego że jestem kobietą i nie chciałabym znaleźć się w skórze głównej bohaterki. Bo to „zwykła” rodzina, której losy potęgują dramat i ukazują psychologiczne uwikłania postaci. I wreszcie dlatego, że to filmowa historia oparta na faktach i aż strach pomyśleć, że mimo kilkunastu lat od premiery filmu w polskiej rzeczywistości niewiele się zmieniło. Są takie domy, w których mężczyźni stosują przemoc wobec kobiet przy cichym przyzwoleniu ich matek. Żony, które dla mężów mogą zrobić wszystko, wyłączając swój instynkt samozachowawczy oraz teściowe, kontrolujące sytuacje za wszelką cenę.

Plac Zbawiciela ogląda się jak dokument dzięki zasłudze wspaniałej obsady (Jowita Budnik, Ewa Wencel, Arkadiusz Janiczek). I uważam, że to najlepszy dramat społeczny w historii polskiej kinematografii. Powinni go obejrzeć nie tylko fani psychologii, ale i polskiej reżyserii. To prawdziwa perełka.

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (1 - ilość głosów, punktacja: 8,00/10)
Loading ... Loading ...

Wielkie come back!

recenzje filmów

Były powroty wielkich reżyserów, wielkich aktorów i wielkich scenarzystów. Teraz pora na mój ;-)

Zakurzyłam nieco ten portal, który swego czasu dawał mi mnóstwo frajdy i pozwalał oderwać się od codziennych obowiązków. Jest trochę, jak ulubiona zabawka z dzieciństwa: przypomina mi naprawdę fajne chwile! No i postanowiłam je sobie poprzypominać, a niektóre napisać na nowo!

Jeśli macie ochotę robić to wspólnie ze mną, zapraszam do kontaktu przez formularz lub Facebooka:

Traffic Films

Kawa? Zawsze pod ręką!
Komentowanie? Wskazane!
Popcorn? Nie lubię, ale jestem otwarta na negocjacje ;-)

 

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Sztuka kochania, czyli kilka słów o Michalinie Wisłockiej

recenzja sztuka kochania

Rewolucja seksualna w Polsce? Byłam bardzo zdziwiona, kiedy odkryłam, że to poniekąd zasługa kobiety, której autorska książka znajdowała się na półce w moim rodzinnym domu. Na artykuł o Wisłockiej w Newsweeku trafiłam wiele lat później.

Na okładce „Sztuki kochania” namalowano małżeńską parę, więc niespecjalnie ciekawiło mnie, jaka jest jej treść. Może myślałam, że to poradnik małżeński? Rodzice mieli ich wiele. Dziś już nie pamiętam. Pamiętam jednak, że materiał w gazecie zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Wyobraźcie sobie taką „rozwiązłość” kilkadziesiąt lat temu?! Łamanie schematów, niekatolicki styl życia. Odwaga Wisłockiej w sposobie wyrażania siebie była naprawdę ewenementem, jak na tamte lata. Przejawiała się nie tylko w tym, jakie życie wybiera, ale też w tym, że wydanie książki było dla niej sprawą najwyższej wagi!

Kiedy dowiedziałam się, że będą ekranizować jej historię, nie mogłam doczekać się daty premiery. Po pierwsze reżyserką jest kobieta: Maria Sadowska, a po drugie chciałam zobaczyć Magdalenę Boczarską wspólnie z Erykiem Lubosem (niezmiennie jeden z moich ulubionych aktorów). I? Nie zawiodłam się! Na scenariuszu (Krzysztof Rak), kostiumach, muzyce i klimacie socjalistycznej Polski wraz z jej żelazną kurtyną.

Wisłocka to postać, którą ktoś wreszcie zdecydował się umieścić na dużym ekranie i wyszło „normalnie”. Bez zbędnego patosu, czy oszczędzania głównych bohaterów. Osobiście cieszę się, że to kolejny dowód na to, że w Polsce mamy nie tylko genialne reżyserki, ale też silne kobiety, dzięki którym zmienia się rzeczywistość.

 

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Kołysanka Juliusza Machulskiego – recenzja filmu

kołysanka machulskiego

Takiego obrazu wampirów w polskiej kinematografii jeszcze nie było. Machulski (Seksmisja, Vabank, Killer, Pieniądze to nie wszystko) serwuje bowiem widzom opowieść o krwiopijcach z Mazur, którzy zamiast straszyć niezmiennie bawią. Próba sparodiowania gatunku wyszła reżyserowi całkiem przyzwoicie i choć można się tutaj doszukać luk w scenariuszu lub niekoniecznie dobrych rozwiązań scenicznych, to całość jest jak „połaskotanie w łydkę”, gwarantujące dobry nastrój przez najbliższe półtora godziny.

Rodzina Makarewiczów – czołowe postaci „Kołysanki” -  na pozór nie wyróżnia się na tle mieszkańców Mazur. Podobnie jak oni zajmuje się robotą chałupniczą, zmaga z typowymi problemami wsi i zastanawia, jak związać koniec z końcem. Głową rodziny jest enigmatyczny Michał Makarewicz (postać kreowana przez znakomitego Roberta Więckiewicza). Jego ojciec (Janusz Chabior) to stereotypowy dziadek, nieumiejący pogodzić się z nową rzeczywistością i z własną starością. Żona Makarewicza (Małgorzata Buczkowska), z kolei, to matka Polka, która marzy o przeprowadzce do dużego miasta.

Pewnego dnia do drzwi ich domu puka Niemiec wraz ze swoją tłumaczką. Jest zainteresowany kupnem działki. Nie spodziewa się, podobnie jak reszta, że za chwilę zostanie ugotowany w „wampirzym bigosie”. Dzieci i „wiecznie głodny” dziadek przygotowują sobie niebiańską ucztę, zakuwając ofiary w dyby i przetrzymując je w piwnicy. Każdy Makarewicz zakrada się tam cichcem, wbijając swoje zęby w łydki księdza, Niemca i jego tłumaczki. Niektóre „rodzime wampiry” dostają kolki, innym wypadają zęby, a jeszcze inne próbują szybko dorosnąć.

Film Machulskiego to świetnie spędzone kilkadziesiąt minut. Genialna muzyka, ciekawe kreacje i rewelacyjny scenariusz. Obraz można polecić nie tylko pasjonatom gatunku, ale wszystkim tym, którzy w jesienne wieczory marzą o kubku gorącej czekolady w doborowym towarzystwie.

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (2 - ilość głosów, punktacja: 5,50/10)
Loading ... Loading ...

Robin Hood (2010)

Robin Hood - recenzja filmu
Ocena na FILMWEB: 7,0
Ocena autora:
6,0
Autor: Damian Marciniak

Tytuł recenzji:
Mało Robin Hooda w Robin Hoodzie
Reżyseria: Ridley Scott

Aktorzy:
Russel Crowe

W 2010 roku Ridley Scott postanowił zmierzyć się z legendą… a właściwie to z dwiema legendami – legendą banity z lasu Sherwood, oraz legendarnym już Księciem złodziei (1991) z Kevinem Costnerem w roli głównej. Z każdą z tych legend Scott postanowił poradzić sobie w ten sposób – postanowił opisać tutaj „prawdziwą historię Robin Hooda”.

Historię Robin Hooda zna niemalże każdy. Ridley Scott przedstawił nam jednak genezę „wesołych przygód”. Poznajemy więc prostego łucznika Robina Longstride’a służącego w armii Ryszarda Lwie Serce. Szybko daje się jednak zakuć w dyby, gdzie poznaje towarzyszy z „wesołej gromadki”.
Przypadek sprawia, że zostają oni wplątani w intrygę o międzynarodowym charakterze. Wkrótce po powrocie do Anglii Robin i jego towarzysze szybko muszą stawić czoło tyranii i stanąć w obronie całego narodu.

Widać, że Ridley Scott „urealistyczniając” historię Robin Hooda chciał uniknąć porównań do Księcia złodziei. Jednak takich porównań niestety nie da się uniknąć, a sam film przez ten zabieg stracił bardzo wiele. Nie czuć tu już tej magicznej i baśniowej legendy o banitach, którzy okradali bogatych i dawali biednym. Sam film i koncepcja głównego bohatera za bardzo przypomina Gladiatora.

Sam Robin (Russel Crowe) jest tutaj dosyć nierealistyczną postacią. Na początku jest zwykłym, biednym łucznikiem, któremu głównie zależy na pieniądzach. To nagle staje się człowiekiem honoru i bez problemu udaje szlachetnie urodzonego. Przybywa dumnie na koniu i przemawia tuż przed królem i baronami porywając tłumy do walki. Od zera do bohatera? Nie przekonuje mnie taka historia. Sam Russel Crowe upodobnił za bardzo Robina do Maximusa z Gladiatora. No a poza tym to co to za Robin Hood, który w ostatniej walce strzela tylko raz z łuku?

Sam scenariusz też się nie trzyma kupy. Scott wplątując Robina w przeróżne intrygi zrobił trochę bałaganu na ekranie. Trochę o jednym królu, trochę o drugim królu. Trochę o jednym zdrajcy, trochę o innym i tak w kółko. Można się pogubić. Za dużo czasu poświęcone intrygom a za mało Robinowi i jego przygodom. Wątek miłosny pomiędzy Robinem a Lady Marion też jakoś specjalnie mnie nie przekonuje.

Film ratuje zapewne wysoki budżet. Od strony technicznej film zrealizowany bez zarzutu i chociaż sceny batalistyczne nie powalają to i tak nie brak im rozmachu. Podobnie jest ze zdjęciami czy muzyką. Nie powalają, ale też nie można niczego złego powiedzieć. A jeżeli już mówię o muzyce to chciałbym jedynie pochwalić scenki, w których „wesoła gromadka” wesoło przyśpiewuje przy kufelkach zacnego trunku.

A więc Książę złodziei nie został zdetronizowany i nadal pozostaje księciem a Robin Hood z legendą ma wspólny tylko tytuł. Jak dla mnie film w obecnej postaci mógł być spokojnie zrealizowany gdyby tylko traktował o jakiejś innej postaci. Wówczas obraz Ridleya Scotta wiele by zyskał bo uniknąłby wielu porównań.

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (2 - ilość głosów, punktacja: 5,50/10)
Loading ... Loading ...

Polowanie na Czerwony Październik (1990) recenzja filmu

Polowanie na Czerwony Październik - recenzja filmu
Ocena na FILMWEB: 7,7
Ocena autora:
8,0
Autor: Damian Marciniak

Tytuł recenzji:
O ilu rzeczach nigdy się nie dowiemy?
Reżyseria: John McTiernan

Aktorzy:
Sean Connery, Alec Baldwin

Pierwszego października świat obiegła smutna wiadomość o śmierci Toma Clancy’ego – wybitnego pisarza powieści sensacyjnych, autora m.in. Czasu patriotów, Stanu zagrożenia, Sumy wszystkich strachów czy też właśnie Polowania na Czerwony Październik. Na podstawie wielu z nich nakręcono doskonałe filmy sensacyjne. Dziś mam zamiar przypomnieć i zrecenzować pierwszą z ekranizacji jego powieści. Jest to zarazem ekranizacja jego pierwszej powieści, światowego bestselleru Polowanie na Czerwony Październik.

Połowa lat osiemdziesiątych. Świat jest ogarnięty zimną wojną. Do służby właśnie wchodzi najnowocześniejszy radziecki okręt podwodny o bezgłośnym napędzie. Okręt ten stanowi wielkie zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa. Jednak grupa oficerów z jego pokładu postanawia uciec i oddać go w ręce Amerykanów. Intrygę tą odkrywa analityk CIA – Jack Ryan.

W powieści Tom Clancy drobiazgowo opisał szczegóły przygotowywania intrygi i wszystko potrafił logicznie wytłumaczyć. Jak wiadomo w ekranizacjach reżyserzy nie mogą sobie pozwolić na taką drobiazgowość i często ekranizacje takie tracą na wiarygodności i stają się zwyczajnie sztuczne (chociażby Kod da Vinci). Jednak Jonh McTiernan (Predator, Szklana pułapka, Trzynasty wojownik) zrealizował tutaj sprawne kino akcji, trzymające od pierwszych do ostatnich minut w napięciu. Chociaż McTiernan w stosunku do książki pominął tu wiele znaczących kwestii (być może i to były całe rozdziały) to filmowa wersja nie straciła na tym ani trochę, a być może i zyskała na tempie akcji. Dodatkowy dreszczyk emocji dodaje fabule myśl o tym, że podobne rzeczy mogły się naprawdę wydarzyć a nigdy się o nich nie dowiemy.

Po raz pierwszy i ostatni w postać Jacka Ryan’a wcielił się Alec Baldwin. Chociaż w niektórych momentach zagrał nieco sztucznie to ogólnie wypadł bardzo wiarygodnie w roli młodego analityka CIA. Trzeba też zauważyć że miał on wielką konkurencję w postaci Seana Connery’ego. Sean Connery w roli radzieckiego kapitana Marko Ramiusa zdominował cały film. Według mnie jest to jedna z najlepszych ról w jego karierze.

Jest jeszcze jedna rzecz o której nie mógłbym nie wspomnieć – muzyka autorstwa Basila Poledourisa. Jest to jeden z najlepszych soundtracków jakie w życiu słyszałem. Dzięki tej muzyce widz jest od pierwszych minut wprowadzony w klimat zimnowojennych rozgrywek między różnymi agencjami. Pod wodą czuje się natomiast bezkres wielkiego i mroźnego oceanu oraz stałe zagrożenie wojną nuklearną. Aż trudno uwierzyć że muzyka nie dostała chociażby nominacji do Oscara.

Chociaż pod względem wizualnym widać już coraz bardziej, że film się starzeje, to i tak zawsze z miłą chęcią do niego wracam. Tak samo jak i wracam do powieści o tym samym tytule. Zarówno książka jak i film wywołują u mnie takie same emocje. Więc nic innego nie mogę zrobić jak polecić jedno i drugie.

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (8 - ilość głosów, punktacja: 6,38/10)
Loading ... Loading ...

Premiera „Wałęsy” Wajdy już wkrótce

Wałęsa Wajdy - zwiastun filmu

O Wałęsie mówi się często i bardzo różnie. Skrajne opinie o byłym prezydencie RP robią całkiem niezły PR najnowszemu filmowi Wajdy. Człowiek legenda, a może zdrajca? Sama biografia jednego z najbardziej znanych „robotników” w Polsce na pewno będzie budziła wiele sensacji wśród odbiorców, a na samego Wałęsę niejeden widz wyleje wiadro pomyj. Mnie, pomijając na chwilę fabułę, najbardziej zaintrygował Więckiewicz, który w wersji kinowej prezentuje się „lepiej od oryginału”. Zdumiewające podobieństwo fizyczne i jego niesamowite zdolności aktorskie sprawiły, że sam zwiastun widziałam już chyba kilkanaście razy, podobnie jak przedpremierowe wywiady z twórcami. Nie wiem czy Polsce potrzebny jest kolejny „filmowy pomnik”. Mamy jakieś przesadne skłonności do martyrologii. Wiem, natomiast, że skład Wajda, Więckiewicz i Grochowska musi wypalić i z wytęsknieniem czekam 4 października, by odebrać swój bilet na seans.

A dla fanów „wielkiej trójki” zwiastun filmowy:

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (1 - ilość głosów, punktacja: 5,00/10)
Loading ... Loading ...

„Poradnik pozytywnego myślenia” – recenzja filmu

pamiętnik pozytywnego myślenia - recenzja filmu
Ocena na FILMWEB: 7,3
Autor: Damian Marciniak

Tytuł recenzji:
Świr świra świrem pogania
Reżyseria:David O. Russell

Komediodramat z miłością w tle

Połączenie słów komedia i miłość nie kojarzy się już Polakom za dobrze. W kraju wyspecjalizowanym w kręceniu komedii romantycznych mamy już uczulenie na ten gatunek filmowy. Chociaż „Poradnik pozytywnego myślenia” jest komedią i jest romantyczny, to na pewno nie jest komedią romantyczną. Ufff… :-)

Naszego bohatera poznajemy w momencie, kiedy opuszcza szpital psychiatryczny. Przyczyny, dla których się tam znalazł są zarysowane jedynie pobieżnie. Ale one nie są ważne. Ważne jest to, co dzieje się dalej. Początkowe pozytywne nastawienie do świata szybko okazuje się być tylko złudzeniem. W powrocie do zdrowia pomagają mu rodzina i przyjaciele, którzy sami też potrzebują pomocy…

„Poradnik pozytywnego myślenia” jest już kolejną hollywoodzką adaptacją pewnej powieści. Tym razem David O. Russel zekranizował powieść Matthew Quicka o tym samym tytule. Czy świadczy to o pewnym kryzysie w Hollywood? Adaptacje książek, komiksów, gier… adaptacje tego, tamtego… adaptacje adaptacji… i tak w kółko. Oczywiście nie mam nic przeciwko, jeżeli owe adaptacje są tak dobre jak ten film.

Reżyser zaserwował nam przekąskę w postaci dramatu, główne danie w postaci komedii oraz deser w postaci romansu. Zgrał to wszystko idealnie w całość, ani na chwile nie przechylając szali za bardzo na któryś z tych gatunków. Są tu zabawne dialogi wplecione w poważne sytuacje przedstawiające problemy rodzinne. Są tu również romantyczne sceny owinięte uroczym subtelnym humorem. Lecz to wszystko byłoby na nic, gdyby nie obsada jaką zebrał Russel. Niewątpliwie największą gwiazdą jest tu Robert De Niro. Chociaż zagrał jedną z lepszych ról od wielu lat to widać, że zdaje on sobie sprawę z tego, że nie jest głównym bohaterem tego filmu. Nie zdominował go i pozwolił się wykazać młodszym kolegom po fachu. Tutaj doskonale wypada Bradley Cooper. Szczerze mówiąc to po jego rolach wiecznie uśmiechniętych podrywaczy nie spodziewałem się, że stać go na tak wiele. Równie dobrą dla niego partnerką okazała się – nagrodzona Oscarem – Jennifer Lawrence. Można by tu również wyróżnić kilka mniejszych ról, jak np. rolę Chrisa Tuckera.

Film ten również skłania do małej refleksji. Początkowo wydaje się, że to główny bohater potrzebuje pomocy lekarza. Jak się wkrótce okazuje to każda z otaczających go osób na dobrą sprawę potrzebuje takiej pomocy. I tak samo jest w naszym życiu. Kto jest bardziej chory? Ten, co jest szczery do bólu wobec wszystkich i przez to ma wiele kłopotów? Czy ten, co udaje zadowolonego z życia, a po kryjomu rozbija pięścią ściany w rytm Metalliki?

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (5 - ilość głosów, punktacja: 6,00/10)
Loading ... Loading ...

Dziewczyna z szafy (2013)

Dziewczyna z szafy - zwiastun filmu

Kino offowe wchodzi na salony, a wraz z nim najnowsza produkcja Bodo KoxaDziewczyna z szafy„. Wrocławski reżyser zrobił film, którego w Polsce dawno nie było. Krytycy pieją z zachwytu, a widzowie rezerwują bilety, by zobaczyć historię pełną dramatycznych wątków i wyrafinowanego humoru. Bohaterowie to trójka outsiderów z wyboru i konieczności. W ich role wcielają się: debiutująca Magdalena Różańska, Piotr Głowacki i genialny Wojciech Mecwaldowski, który kreuje postać autystycznego, choć bardzo zdolnego brata Jacka (Piotr Głowacki).

Film Koxa to jedna z nielicznych perełek w wymiarze scenariusza i rezyserii, która miejmy nadzieję zapisze się złotymi zgłoskami w historii polskiej kinematografii.

Poniżej zwiastun:

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek6 Gwiazdek7 Gwiazdek8 Gwiazdek9 Gwiazdek10 Gwiazdek (1 - ilość głosów, punktacja: 8,00/10)
Loading ... Loading ...

„Hobbit” w reżyserii Petera Jacksona filmem 2013 roku?

Hobbit Talkiena w ekranizacji Petera Jacksona

Czy „Hobbit” ma szansę podzielić sukces trylogii „Władca Pierścieni”?

Ocena na FILMWEB: 8,0
Ocena autora:
6,0
Autor: Damian Marciniak

Tytuł recenzji:
Hobbit, czyli jak zarobić jeszcze więcej
Reżyseria: Peter Jackson

Aktorzy:
Ian McKellen, Martin Freeman, Richard Armitage

Dumnie i głośno zapowiadany w zeszłym roku najnowszy film Petera Jacksona skłonił mnie do sięgnięcia po dzieło J. R. R. Tolkiena Hobbit, czyli tam i z powrotem. Ta niezwykła powieść skłoniła mnie by pójść jak najprędzej do kina. W związku z tym, że niedługo ponownie będziemy zewsząd zapraszani do kina na Hobbit: Pustkowie Smauga, postanowiłem przybliżyć nieco Niezwykłą podróż.

Jak już wspomniałem film ten jest adaptacją powieści Tolkiena i przenosi nas w 60 lat wcześniej od wydarzeń z Władcy Pierścieni. Poznajemy młodego wówczas Bilbo Bagginsa oraz okoliczności poznania z Gandalfem. Okazuje się, że spotkanie to nie jest przypadkowe. Wkrótce po tym pojawia się u niego trzynastu krasnoludów, którzy planują daleką i niebezpieczną podróż. Bilbo przyłącza się do nich i razem ruszają w stronę Samotnej Góry w celu pokonania smoka Smauga.

Charakterystyczna muzyka z Władcy Pierścieni na początku filmu wprowadza nas w nostalgiczny nastrój. No a kiedy już widzimy na ekranie Shire oraz Frodo i Bilba w swej chatce to mamy wrażenie jakbyśmy powrócili do naszych starych, dobrych znajomych. Na początku powolne przedstawianie historii daje świetny efekt, gdyż widz ma czas na delektowanie się powrotem do bajkowej krainy. Później jednak ten świetny efekt zamienia się w wrażenie niepotrzebnego przeciągania historii.

Władca Pierścieni składający się aż z sześciu ksiąg w trzech tomach został zekranizowany w trzech filmach. Natomiast przeciętnej długości powieść o hobbicie Peter Jackson również postanowił zekranizować w trzech filmach. By zapełnić fabułę na trzy filmy reżyser serwuje nam wiele scen, wątków i postaci, o których nie było mowy w powieści. To wszystko sprawia niemiłe wrażenie robienia filmu tylko dla pieniędzy. W samym klimacie obrazu daje się odczuć wielką różnicę pomiędzy trylogiami.

Peter Jackson niestety postanowił zrobić film bardzo efekciarski. Pierwszą rzeczą, jaka rzuca nam się w oczy to nakręcenie filmu z szybkością 48 klatek na sekundę zamiast standardowych 24 klatek. Ta szczegółowość i krystaliczność obrazu sprawdza się podczas epickich scen plenerowych. Resztę filmu mamy wrażenie oglądania obrazu dokumentalnego, bądź opery mydlanej. Dołożenie do tego całej masy komputerowych efektów specjalnych (wyglądających miejscami bardzo sztucznie) dodatkowo zmniejsza przyjemność z oglądania. Gdyby tego było mało to film jest jeszcze przesycony scenami stworzonymi dla technologii 3D. Jackson tym wszystkim pozbawił całe Śródziemie czegoś magicznego, co otaczało całą trylogię Władcy Pierścieni.

Peter Jackson bazując na wielkiej popularności swojej poprzedniej trylogii stworzył efekciarską maszynkę do robienia pieniędzy. Zapewne wielu młodszych widzów jest zachwycona najnowszym Hobbitem, jednak ja osobiście na kolejny film z serii z pewnością już nie czekam tak jak na pierwszy.

Serwis, zawierający: najnowsze recenzje filmów 2013, najlepsze zapowiedzi filmowe 2013, hity i premiery kinowe 2013.

Recenzujemy: filmy polskie i zagraniczne, komedie romantyczne, filmy dramatyczne, filmy science-fiction oraz najnowsze filmy akcji.